Żyj tak, aby bez wyższej konieczności nie robić krzywdy żadnemu człowiekowi, zwierzęciu, roślinie ani matce Ziemi.

S.A.P

piątek, 28 listopada 2014

Bałagan zwany życiem

Inspiracją do tego wpisu jest komentarz Szerszenia do posta „W poszukiwaniu sensu życia”, którego uwagi zawsze sobie cenię. Ten komentarz również zawiera uwagi z którymi zgadzam się całkowicie, bo jak tu się nie zgodzić ze stwierdzeniem: „wyznaję jedną, moją filozofię, która wystarcza mi za cały dekalog: NIE CZYŃ DRUGIEMU, CO TOBIE NIEMIŁE”. Nie chcę wdawać się tutaj w jałową dyskusję semantyczną ale dość łatwo wyobrazić sobie kogoś komu miłe jest gwałcenie i mordowanie kobiet na przykład i dlatego nie ma z tym żadnych problemów bo drugiemu robi to co mu miłe. To szokujący przykład ale załóżmy jednak, że ludzie z natury są dobrzy i nie mają tego rodzaju dewiacji więc to piękne polskie przysłowie możemy przyjąć jako złotą regułę etyczną czyli zasadę wzajemności podobnie opisującą stosunek do innych jak przykazanie „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego”. Motto mojego blogu mówi zresztą o tym samym, więc uważam Szerszenia za bliźniaczą duszę.

Ale w tym samym komentarzu napisał tak: „Najważniejsze w tym całym bałaganie zwanym życiem jest to, żeby się zbytnio nie natężać i nie brać go (życia) zbyt poważnie! (…) Dlatego to zrozumiawszy i przemyślawszy co powyżej dałem sobie spokój począwszy od religii po różne inne kulty. I jest mi z tym naprawdę dobrze. Nie usiłuję na siłę się odmładzać, nie katuję się dietami…” Może się mylę, ale Szerszeń podejrzewa mnie, że całymi dniami siedzę w pozycji lotosu czekając na przekaz z Wszechświata, umartwiam swoje ciało odmawiając sobie smacznych posiłków i jeszcze smaczniejszych napitków oraz katuję swoją duszę wszelkimi możliwymi doktrynami religijnymi. Może nawet Szerszeń nie myśli tego dosłownie ale większość bywalców tego blogu raczej tak. Nic bardziej mylnego!

Z natury jestem hedonistą, więc z tego bałaganu zwanego życiem biorę to co mi naprawdę odpowiada, czyli z czym rezonuję. Czy myślicie, że ktoś zmusiłby mnie do spacerowania bosymi nogami po zmrożonej trawie każdego ranka tuż po wstaniu z łóżka, gdyby to nie sprawiało mi radości? Przerażone grymasy sąsiadów tylko dodają pikanterii moim spacerom więc chodzę sobie uciesznie i tyle! Mój weganizm przynosi mi również mnóstwo radości bo nigdy w życiu nie jadałem tak smacznie! Gotowanie według pięciu przemian powoduje, że jedzenie smakuje jak rarytas jakiś a moje sałatki zachwycają nawet mięsożernych gości. I nie traktuję weganizmu śmiertelnie poważnie stosując na przykład smalec do smażenia. Co prawda unikam smażenia jak mogę ale jeśli już, to na smalcu, bo oleje roślinne do tego się nie nadają. Nie jestem więc przykładem książkowego weganina. Dodam jeszcze, że nie unikam alkoholu, lubię czerwone wino i dobre nalewki, a imbirówka (moje tegoroczne odkrycie) zachwyciłaby nie tylko Szerszenia.

W swoim bałaganie zwanym życiem nie zmieniłbym niczego gdyby nie katastrofa ze zdrowiem, która dopadła mnie cztery lata temu. Są takie punkty zwrotne, które skazują nas na jakiś wybór. Ja wybrałem życie zmieniając wszystko: odżywianie, rezygnację z opieki lekarskiej, praktykowanie jogi, Qi Gong, studiowanie różnych systemów również religijnych, w tym uwielbianej Ajurwedy. Zyskałem nie tylko zdrowie ale również inny stosunek do świata. To co kiedyś doprowadzało mnie do świńskiej pasji teraz tylko mnie śmieszy. Kiedyś każde wystąpienie prezesa powodowało w moim biednym ciele stan przedzawałowy a teraz jedynie szczery śmiech. Bo jak tu się nie śmiać gdy facet organizuje marsz 13 grudnia przeciwko tym, którzy 33 lat temu byli wsadzani do internatów?!         
                                           
Moje medytacje też są radosne i sprawiają mi niemałą frajdę. Każdy ranek zaczynam na przykład od medytacji śmiechu. Możesz spróbować Szerszeniu, może zarezonuje? Kiedy już wyjdziesz z łazienki, albo nawet będąc w łazience, tak jak ja to robię, zacznij się po cichutku śmiać. Przypomnij sobie jakiś dowcip albo wyobraź sobie nadętego prezesa i śmiej się coraz głośniej, coraz głośniej  i jeszcze głośniej, aż zaczniesz to robić na cały głos. Minutę, dwie, pięć – nie ma znaczenia. Że domownicy pomyślą, że zwariowałeś? Po kilku dniach zaczną medytować razem z tobą, to znaczy śmiać się rozpuku.

Czy tak rozpoczęty dzień może być dniem nieudanym? Wszystkie moje dni są udane, a więc uważam, że te wszystkie zmiany których dokonałem były mi bardzo potrzebne. Jeśli jednak Ty czujesz się spełniony i szczęśliwy postępując tak jak postępujesz NIE ZMIENIAJ NICZEGO! Szczerze życzę tobie i wszystkim czytelnikom mojego bloga aby życie nigdy nie zmusiło Was do tego i zostawiam Was z tym życzeniem na cały weekend.  
 

czwartek, 27 listopada 2014

Spełnione marzenia

fot: zszywka .pl
Wczoraj napisałem, że jest dużo bardziej satysfakcjonujący sposób radzenia sobie ze swoimi pragnieniami. Słowo się rzekło... tyko żebyście nie byli rozczarowani licząc na jakieś cuda wianki! Skrzydła wam raczej nie wyrosną. Dowiecie się, po prostu, jak ja osiągnąłem stan obfitości, a czy zaakceptujecie ten sposób czy go odrzucicie to już Wasza sprawa.

Tym sposobem jest autentyczna, prawdziwa akceptacja wszystkiego co przynosi życie. Jeśli utrzymamy głęboko w sobie model szczerej wdzięczności za to co już mamy (zdrowie, rodzina, dobra materialne) nawet wtedy gdy tych obfitości nie ma zbyt wiele, stworzymy (a przecież jesteśmy twórcami własnego życia) taką małą własną formę obfitości. A podobne przyciąga podobne, mówiliśmy już o tym, prawda? W każdej biedzie znajdziecie coś co jest prawdziwym skarbem, nawet jeśli to jest jakiś drobiazg i tego trzymajcie się jako obfitości, bo obfitość przyciąga obfitość. Znacie to przysłowie „bogatemu diabeł dzieci kołysze”? Właśnie o to chodzi w tym wszystkim.

I nie przejmujecie się obecnym brakiem obfitości czyli niedostatkiem. To stan tymczasowy ale ważny do zbudowania wspaniałego życia oraz bogactwa dla siebie i innych. Pomiędzy nędzą a bogactwem (dwa skrajne stany) jest tylko niewielka różnica. Akceptując niedostatek będziecie wiedzieli jak powitać dostatek w swoim życiu, bo dopiero wtedy docenicie jego prawdziwą wartość. Nie jest niczyim przeznaczeniem życie w ciągłym strachu przed biedą, pustką i stratą. Aby przemóc ten strach nasza Nadświadomość prowadzi nas przez to uczucie abyśmy mieli „negatywne” doświadczenia z braku obfitości.

Chcąc mieć więcej obfitości w życiu tylko dlatego, że czujemy jej brak i w jakiś sposób chcemy pozbyć się biedy manifestujemy tylko swoje poczucie niedostatku. Nasze zakleszczenie się na brakach uniemożliwia otwarcie na obfitość. Nieważne jak ciężko staramy się aby zaspokoić głód obfitości bo to i tak nie przyniesie owocu zadowolenia i szczęścia, zamiast tego, zanim się obejrzycie, znajdziecie się punkcie rezygnacji i beznadziei. Z drugiej strony jeśli jesteśmy na dnie łatwo się od tego dna odbić. Taka wewnętrzna pustka może być punktem zwrotnym. Kiedy już pogodzimy się z życiem i na każdą trudność zareagujemy mniej więcej tak:  „Przecież to nie ma większego znaczenia” zaczynamy akceptować bieżącą sytuację. To jest magiczny okres, kiedy świadome rezygnujemy z wszelkich oczekiwań. Jesteśmy, jak mówił Jezus, pustym naczyniem a przecież naczynie można napełnić tylko wtedy gdy jest puste. Czasami trzeba wylać z niego to co długo tkwiło w nim aż do zepsucia, żeby spróbować świeżego napoju. Warto to zrobić, zapewniam.

Jeśli szukacie przykładu kogoś kto doznał już stanu obfitości, to macie go przed sobą. Odkąd zrezygnowałem z chciejstwa posiadania więcej i więcej szybko zorientowałem się, że wszystkiego mam za dużo. Za dużo butów, spodni, telewizji, książek, zajęć, jedzenia, picia, nawet ogrodów mam za dużo. Dlatego powoli zacząłem rezygnować z tego nadmiaru i od pewnego czasu nie wiem co to pech, choroby, pesymizm nie mówiąc już o depresji, który to stan nie był mi kiedyś obcy. Brokoz, w komentarzu do mojego posta „Prawo przyciągania” napisał jak zawsze celnie - Im mniej tego "muszę to mieć” tym więcej spokoju ducha. (…)  I cieszyć się każdą malutką radością!

Nic dodać, nic ująć!

środa, 26 listopada 2014

Niespełnione marzenia

Fot. Rafał Mielnik / AG Fot. Rafał Mielnik / AG
Komentatorzy podsuwają mi arcyciekawe problemy nad którymi warto się zastanowić (chciałem napisać… tfu… pochylić) ale obiecałem kontynuować kwestię spełniania naszych pragnień, więc pozwólcie, że będę konsekwentny. Wszystko zależy od myśli a nasze myśli są dużo bardziej skomplikowane niż sądzimy.

Zanim pojawi się myśl musi zaistnieć intencja i uczucie, aby ją jakoś wyrazić w pragnieniu a to z kolei wpływa na nasze ciało, które odpowiada na to wszystko emocją. Jeśli zdecydujemy, że od dziś będziemy skakać ze spadochronem musimy najpierw poczuć taką potrzebę opartą na doświadczeniu. Może już raz skoczyliśmy w parze z instruktorem na  jakimś festynie, a może skakaliśmy na bungee, a może rozmawialiśmy przy wódeczce ze spadochroniarzem z jakimś atrakcyjnym… nieważne! Najważniejsze, żeby pojawiła się prawdziwa emocja! Potem musimy tę emocję skierować intencjonalnie w kierunku jakiegoś aeroklubu gdzie organizują kursy tego typu. Najistotniejsza jednak jest emocja, która musi być podniecająca, radosna i entuzjastyczna, w przeciwnym razie ani ciało, ani dusza nie będą współpracować z naszymi aspiracjami i nic z tego nie wyjdzie.

Najmniejsza wątpliwość, która może powstać kiedy myślimy o skoku ze spadochronem może być na tyle silna, że udaremni nam realizację naszego pragnienia. Może skłonić nasze gruczoły do wpompowania do krwioobiegu  potężnej dawki hormonów stresu adrenaliny i kortyzolu co spowoduje uczucie paniki. Gdy nie ma  w nas pewności i radości, o podniebnych wyczynach nie ma mowy! Spadochron to tylko przykład, może nawet nie najlepszy, ale to wszystko dotyczy każdego innego marzenia: bogactwa, miłości, nowego samochodu czy wakacji na Hawajach.

Jeśli uważacie, że świadomym wysiłkiem można zmienić swoją emocję na inną, to nie uda wam się taka sztuczka. Jeśli zrobicie to na przykład z emocją „boję się pająków” zamieniając ją na „kocham pająki” to i tak uczucie odrazy do tych pięknych zwierząt pozostanie. Za każdym razem kiedy usłyszycie słowo „pająk” reaktywuje się wasza pamięć komórkowa wraz z odpowiednimi uczuciami i emocjami które powstały wtedy, gdy po raz pierwszy przestraszyłyście się pająka. I spróbujecie wtedy wyjechać na wakacje do kraju w którym są tarantule. Strach przed pająkami szuka zrównoważenia tego uczucia przez inne – miłość do pająków (prawo dwoistości jakie obowiązuje na planecie Ziemia). Jeśli przejdziemy na wyższy poziom Jedności i będziemy w stanie kochać i szanować wszystko co żyje, przestaniemy mieć problem i to nie tylko nie tylko z pająkami. Inaczej zawsze znajdzie się coś co będzie chciało nas pokąsać, ugryźć czy zjeść.

Pragnienia związane ze światem dwoistości w jakim przyszło nam żyć również podlegają prawom dwoistości, to chyba oczywiste. Niemożliwością jest aby czerpać radość z próby spełnienia pragnień opartych na braku. Robert H. Schuller, 88-letni amerykański pastor i motivational speaker powiedział kiedyś mądrze: jedynym miejscem gdzie marzenia spełnią się są twoje własne myśli. Nasze pragnienia i marzenia nie spełniają się w znakomitej większości ponieważ nasza świadomość i myśli o braku tworzą jeszcze większy brak. Nie możemy jednak z nich zrezygnować lub stłumić bo będziemy zawsze sfrustrowani a to oznacza emocjonalne samobójstwo. Bez pragnień nie ma rozwoju, nie ma życia po prostu. Dlatego musimy oduczyć się starych sposobów jakie stosujemy w dążeniu do spełniania marzeń, bo to syzyfowa praca. Żeby kiedyś jednak skoczyć ze spadochronem (znów ten głupi przykład) musimy zacząć myśleć inaczej, ale o tym jutro. 

wtorek, 25 listopada 2014

Prawo przyciągania

Jeśli czytacie na moim blogu o tym, że sami jesteście twórcami własnego życia pewnie zastanawiacie się dlaczego większość waszych pragnień nie spełnia się. A powinna! Przecież tak bardzo chcę być zdrowy, piękny i bogaty a mam chore nerki, obrzydliwą cerę i ledwo starcza mi do pierwszego! Dlaczego moje modlitwy, prośby i medytacje nie przynoszą oczekiwanych skutków? Bo wasze intencje nie są czyste – można odpowiedzieć w skrócie ale zaraz to rozwinę.

Prawie zawsze źródłem naszych pragnień jest niezadowolenie z tego co jest. Bolą mnie nerki, chłopaki nie chcą się ze mną całować bo mam czerwone plamy na buzi i nie wystarcza mi kasy na nowe kozaki Gino Rossi. Motywacja nie jest oparta na zadowoleniu, wręcz przeciwnie, wasze pragnienie wynika z dostrzegania braków. A jakie prawo Wszechświata reguluje taki proces? Podobne przyciąga podobne – tak to podobno działa i sami możecie się o tym przekonać jeśli będziecie na tyle uważni aby obserwować zmiany zachodzące w waszym życiu z należytym skupieniem.

Brak przyciąga kolejny brak i tyle. Mój samochód przestał mi się podobać więc chciałbym mieć lepszy. Stary samochód ma się doskonale, jeździ bez zarzutu ale już mi się znudził. Za takim pragnieniem stoi niechęć, uczucie mało pozytywne raczej. Dlatego też Wszechświat zaoferuje nam konfrontację z uczuciem niechęci czyli kolejną niechęć. Nawet jeśli spełnicie wasze pragnienie i kupicie nowy samochód uczucie niechęci zostanie na niego przeniesione i cykl pragnienia nowego samochodu będzie się powtarzał. I tak w kółko.

A jeśli nowego samochodu nie kupimy? Stajemy się rozdrażnieni i sfrustrowani. I natychmiast zaczynamy winić za to innych ludzi, w pierwszym rzędzie teściową, potem żonę, męża, wujka lub sąsiada. Jeśli jesteś wierzący zaczynasz mieć pretensje do Boga chociaż za cholerę się do tego nie przyznasz. W najgorszym wypadku zwalisz wszystko na okoliczności: skończyła się promocja, nie zdążyłem z zamówieniem, zablokowali mi konto.

A tak naprawdę żadna zewnętrzna siła nie może uniemożliwić spełnienia naszych pragnień. Jedynie my sami potrafimy robić to doskonale. Bez względu na to czy wierzycie w to czy nie wierzycie – sami jesteście animatorem swojego losu. Każda wasza myśl rusza w przestrzeń i nikt jej nie zatrzyma, nawet ten wasz mityczny Bóg w którego wierzycie. Pomyślicie o czymś i pooooooszło! Myśli o niedostatku będą tworzyły niedostatek, myśli o chorobie będą urzeczywistniały chorobę, myśli o obfitości i powodzeniu będą formowały obfitość i powadzenie.

Po przeczytaniu tego tekstu szybko dojdziecie do wniosku, że niezwykle łatwo dostać od życia wszystko czego tylko zapragniemy. Sezamie otwórz się! Wystarczy zamienić nasze czarne myśli na te jasne, kolorowe i pozytywne, prawda? Nieprawda! Proces jest dużo bardziej skomplikowany i spróbuję o tym napisać jutro. 



P.S.

Zerknąłem wczoraj na trupę kretynów jaką zebrał w swoim programie T. Lis. Wciąż biją pianę o sfałszowaniu wyborów jakby nie wiedzieli, że wszystkie… jeszcze raz powtórzę, wszystkie wybory zawsze są sfałszowane, bo zawsze są zmanipulowane. Wszelkie metody służą ogłupieniu wyborców i skłonieniu ich do takiego głosowania jakiego chce władza. Ani jeden polityk nie zająknął się nawet, że trzeba to zmienić aby wreszcie usunąć system oparty na partyjniactwie ale nie ma co się dziwić. Żaden złodziej nie będzie domagał się przecież zaostrzenia kar za kradzież.