Żyj tak, aby bez wyższej konieczności nie robić krzywdy żadnemu człowiekowi, zwierzęciu, roślinie ani matce Ziemi.

S.A.P

wtorek, 27 stycznia 2015

Punkt widzenia

grafika ze strony: pinterest.com
Najtrudniejszą sztuką jaką powinniśmy się nauczyć dla własnego poczucia spokoju i wyciszenia jest postrzeganie ludzi, rzeczy i zjawisk takimi jakim są, bez kategoryzowania ich i oceniania. Tylko dlatego jest to takie trudne, że od urodzenia uczono nas aby wszystko dzielić na dobre i złe, właściwe i niewłaściwe, niższe i wyższe, lepsze i gorsze itd. To oczywiste, że dodawanie takich określeń jest wyłącznie naszym wymysłem i nie ma nic wspólnego z obiektywizmem. Punkt widzenia zależy pod punktu siedzenia – ukuliśmy tę maksymę nie bez kozery. Weźmy dla przykładu lilię. Dla mnie to jeden z najpiękniejszych kwiatów o cudownym zapachu, dlatego uprawiam lilie w swoim ogrodzie i zachwycam się nimi przez całe lato. Ale są tacy w których ten kwiat wywołuje ból i smutek, bo kojarzy im się ze śmiercią kogoś najbliższego. Sam zapach uważają za „trumienny” i przenigdy nie wstawią lilii do wazonu.  

Dobre i złe, właściwe i niewłaściwe, niższe i wyższe, lepsze i gorsze itd. to tylko określenia które łączymy ze zdarzeniami, rzeczami i ludźmi aby stworzyć swój mały subiektywny świat. Każde zdarzenie, rzecz i każdy człowiek ma co najmniej dwie strony. My najczęściej wybieramy tę którą akceptujemy ale to wcale nie znaczy, że nie ma tej drugiej. Jakaś dziewczyna, na przykład, poznaje cudownego chłopaka: przystojny, wysportowany, umięśniony ale głupi jak przysłowiowy but z prawej nogi. Jeśli idzie z nim do łóżka to nie ze względu na jego intelekt! Ale chłopak pozostaje chłopakiem bez względu na ocenę jego zdolności umysłowych bo jego dwie strony medalu tworzą pewną wartość, dla jednej dziewczyny nie do zaakceptowania ale dla innej i owszem. Mógłbym rzecz jasna użyć przykładu z piersiastą blondynką, ale żeby nie być posądzonym o seksizm wolałem użyć chłopaka. W dzisiejszych czasach to podmiot bardziej uniwersalny zresztą.

Ten przykładowy chłopak zawsze pozostanie tym samym chłopakiem bez względu na to, czy ktoś patrzy na niego jak krowa na malowane wrota czy pogardliwie cedzi przez zęby coś o debilizmie. To tylko wybór patrzącego! Nic więcej jak jego preferencje w określonym czasie. A ileż to razy dziewczyna mówiła, że woli pójść do łóżka z wibratorem niż z „tym kretynem” a po pewnym czasie wychodzi za kretyna i żyje z nim długo i szczęśliwie? Ocena dziewczyny ani nie umniejsza ani nie wzbogaca chłopaka, nie wyklucza również możliwości, że inna nie będzie widziała w nim kogoś innego.

I tak jest ze wszystkim. Jeśli to co teraz czytasz uważasz za zwykłe brednie i twierdzisz, że nie ma w tym najmniejszego sensu, to jest wyłącznie twoja subiektywna prawda. Niezależnie od twojej oceny inni mogą odbierać to zupełnie inaczej i też mają do tego prawo. To co lubimy czy nie lubimy nabiera zupełnie innych cech z naszej perspektywy. Najczęściej lubimy u innych to co lubimy u siebie, tyle tylko, że taką ocenę tworzymy podświadomie. Kategoryczna krytyka czegoś lub kogoś to jedynie odbicie oceny jaką wystawiamy sobie a rzadko akceptujemy siebie takimi jakimi jesteśmy, ze wszystkimi swoimi wadami a nie tylko z zaletami.

W zasadzie zawsze podczas dyskusji, czy zwykłej kłótni, staramy się znaleźć jedną uniwersalną prawdę. Niestety, czegoś takiego nie ma i nigdy nie będzie, bo doświadczamy świat przez pryzmat osobistej perspektywy wynikającej z naszych mniej lub bardziej bolesnych doświadczeń. Ernest Hemingway, w ulubionej powieści mojej wczesnej młodości „Komu bije dzwon” napisał: „Nie ma jednej rzeczy, która jest prawdą. Wszystko jest prawdą.” Czy miał rację? Zawsze uważam, że warto spróbować. Spróbujmy chociaż przez jeden dzień powstrzymać się od poszukiwania „prawdy” i oceniania wszystkich i wszystkiego. Najzwyczajniej w świecie przyjmijmy wszystko „jak leci” bez przylepiania etykiet. Myślę, że nagle rzeczywistość stanie się mniej okrutna i przerażająca a może nawet ciepła i radosna.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Samotność

photo ze strony: heresy.blog.interia.pl
Ostatni mój wpis wywołał naprawdę interesującą dyskusję na temat dalszych losów ludzkości ale ja konsekwentnie będę zajmował się pojedynczą egzystencją, człowiekiem jako odbiciem Wszechświata, bo jak napisano w piśmie „jako na niebie tako i na Ziemi”. Skoro już ustaliliśmy, że każdy z nas jest bogiem (przyjmijcie, proszę, taki stosunek do rzeczywistości chociażby hipotetycznie, gdy nie jesteście w stanie zaakceptować tego faktu emocjonalnie, bo inaczej moje dalsze wpisy będą dla was zupełnie bez sensu) mamy nieograniczoną moc tworzenia, największy atrybut bogów. Wykreowanie swojego szczęśliwego świata nie jest takie trudne jeśli macie tylko odrobinę chęci i weźmiecie za to całkowitą odpowiedzialność.    

Skoro tak, zapytacie, to po jaką cholerę przechodzę przez jakieś bezsensowne doświadczenia, nie rzadko związane z cierpieniem? Po co, na przykład, tyle lat woziłem się z religią, zamiast ominąć tę gangrenę szerokim łukiem?

A skąd miałbym wiedzieć, że to gangrena? Musiałem doświadczyć stanu bycia grzesznikiem, żeby w końcu zrozumieć, że żadnym grzesznikiem nie jestem! Musiałem również przeżyć samotność i bezradność, żeby wreszcie poczuć, że nigdy nie byłem sam. Nikt nigdy nie jest sam ale nie każdy jeszcze to rozumie. To tylko nasze ego czuje się samotne i wyje do księżyca jeśli nie dostanie „zabawki” jakiej pragnie. Gdy niewystarczająco kochamy innych ludzi i naturę (a więc i rzeczywistość wokół nas) gramy swoją wymyśloną rolę (dyrektora, ojca, nauczyciela, ochroniarza itd.) aby stać się „kimś” kto jest doceniany i podziwiany. Dlatego też otaczamy się ludźmi, którzy nas podziwiają a nasze ego sapie z radości słysząc wyrazy hołdu i uwielbienia. Gdy podziw ze strony tych ludzi znika, nasze ego jest niezaspokojone, samotne i czujemy się parszywie.

Kiedy wejdziemy głębiej w siebie z łatwością odkryjemy, że to tylko zewnętrzne fizyczne ego opłakuje stratę związków z innymi i wywołuje uczucie samotności. Ego zrobi wszystko aby odzyskać swoją dawną pozycję i stosunki, które je wzmacniały ale jeśli mu ulegniemy, przestaniemy czuć jedność którą dzielimy ze wszystkimi ludźmi i naturą.

Wczoraj na Polsacie widziałem reportaż o człowieku, który przesiedział 6 lat za napad na kantor. W tym rzecz, że on tego przestępstwa nie popełnił. Został fałszywie oskarżony przez jakiegoś zwykłego złodzieja i bandytę. Nie będę zajmował się teraz postawą sędziego, który mógłby z łatwością zweryfikować prawdomówność świadka, tak przynajmniej twierdzili twórcy reportażu, bo mój stosunek do naszego wymiaru sprawiedliwości jest jeszcze gorszy niż do służby zdrowia. Najważniejsze, że bohatera oddzielono od swojej rodziny. Dlatego stał się zgorzkniały i zły. Wymuszona więzienna samotność dała mu okazję do spędzenia jej bardziej świadomie, na wewnętrznym dialogu z samym sobą, ale jej nie wykorzystał. Gdyby był świadomy swoich uczuć i emocji prowadząc z nimi dialog (ze swoimi emocjami rozmawia się wspaniale, warto spróbować) a także akceptując je takimi jakimi są, jego samotność zamieniałby się w uczucie intymności. Może wtedy zobaczyłby większy obraz całości i doszedłby do powodów, dla których ten złodziej i bandyta oskarżył go o napad. Gdyby zrozumiał, że najprawdopodobniej sam stworzył ten powód nie byłby aż tak zgorzkniały i zły. Ale on tego nie zrobił i skupił się na zemście, walce, wściekłości i to właśnie zademonstrował w reportażu.

Jeśli zaakceptujemy samotność nie myśląc o uczuciu straty (nie zapominajmy, że to jest uczucie ego, które nigdy nie może pogodzić się ze stratą) i zamiast tego skupimy się na uczuciu miłości ze wszystkim i wszystkimi, poczujemy zdecydowanie odmienne uczucia: intymność, jedność i czystą radość. Ja już to przerobiłem, a wy możecie spróbować lub nie, jesteście przecież twórcami własnego świata.      

piątek, 23 stycznia 2015

Co z nami będzie?

photo ze strony: wykop.pl
W zasadzie każdy nowo poznany człowiek pyta mnie (jeśli tylko jest okazja, czyli jakaś mała biesiada przy kieliszeczku) jak to jest z tym życiem po życiu, innymi cywilizacjami, Wszechświatami itd. Nie mam o tym zielonego pojęcia i taka wiedza nie wchodzi, przynajmniej na razie, do kręgu moich zainteresowań. W tej mierze jestem raczej epikurejczykiem i po tym starożytnym myślicielu powtarzam z całą odpowiedzialnością, że śmierć mnie nie dotyczy. Śmierć przecież dotyczy zmarłych, a ja żyję! Gdy do mnie przyjdzie, nie zdążę już napisać ani jednego słowa na tym blogu, bo będę martwy, więc nie będzie mnie dotyczyła tym bardziej. Ani trochę nie niepokoję się tym co będzie, tak samo jak gwiżdżę na to co było.        

Nie ma najmniejszego sensu trapić się w jakim miejscu jest nasza planeta Ziemia, czy w procesie wznoszenia, czy może odwrotnie, czy Wszechświat się kurczy, czy wciąż rozszerza. To wcale nie znaczy, że trzeba ignorować wiedzę na ten temat, ale czy głęboka wiedza na temat życia Indian Yuqui z Amazonii może wpłynąć na moje życie? Jeśli nie jestem Cejrowskim absolutnie! Również głęboka wiedza kosmologiczna nie pomoże mi radzić sobie z emocjami, chorobami i oszołomami politycznymi, nie mówiąc już o rachunkach za gaz i światło. Oświecenie (według mnie, rzecz jasna) jest prostą akceptacją każdego momentu naszego życia tu i teraz i traktowania go jako najważniejszej chwili, ze wszystkim co przynosi, cokolwiek miałoby to być.

Możemy teoretyzować jakie są formy życia i czy druga forma w określonym wymiarze może wynieść się do trzeciej w innym wymiarze. Jesteśmy podobno trzecią formą życia i możemy przenieść się do czwartego czy piątego wymiaru w zależności od naszego poziomu ewolucji oraz swoich intencji. Nieważne jak jest naprawdę i na jakim poziomie jesteśmy, bo wszyscy, dosłownie wszyscy we Wszechświecie przechodzimy przez proces wznoszenia. Podobno są już tacy, którzy są gotowi są do przejścia w piąty wymiar i przeżywają ważne zmiany w ich ciałach w celu połączenia ciała i ducha w jeden byt, doskonały świetlisty byt w fizycznym ciele. Może są, może nie, a skoro ja wciąż jestem w 3D zajmuję się taką rzeczywistością jaka mnie otacza.

Podobno każdy z nas przesuwa się jednak chcąc czy nie ku świetlistemu ciału, a sygnałem tego jest nasze postrzeganie rzeczywistości, które przechodzi poważne zmiany. Gdy na przykład  zainteresujesz się czytaniem literatury duchowej, zobaczysz aury innych ludzi czy rozwiniesz zdolność jasnowidzenia albo uzdrawiania możesz przypuszczać, że właśnie przeskoczyłeś o jeden poziom. Zanim jednak takie zmiany wystąpią przechodzi się przez cykl fizycznego i emocjonalnego oczyszczenia, które jest często interpretowane jako choroba lub dziwactwo. Wszyscy twoi znajomi mówią wtedy, że z tobą jest coś nie tak. Depresja lub poczucie nicości i pustki, kiedy to wydaje się nam, że życie nie ma sensu i nie daje już takiej radości jak kiedyś może być również tym znakiem. Stan pustki i beznadziei jest tylko odpoczynkiem w podróży ku następnemu poziomowi i jest potrzebny aby rozpadła się stara rzeczywistość.  Żeby wejść na nowy poziom trzeba zostawić swoje przekonania i traumy tak żebyś mógł stworzyć nowy obraz siebie i swojego życia. Przecież jesteś twórcą, masz zdolność kreacji!

Życie nabiera sensu, gdy każdy jego szczegół przyjmuje się bez osobistych ocen. To nie jest łatwy proces ale uczę się tego mozolnie akceptując wszystko co mnie spotyka. Muszę jednak przyznać, że napotykam coraz rzadziej na sytuacje stresujące i nieprzyjemne. Przypadek? Nie ma przypadków, a nawet gdyby, będę starał się stworzyć rzeczywistość korzystnych przypadków tym bardziej, że problemy ze śmiercią mnie nie dotyczą, bo żyję wiecznie  - tu i teraz! Naprawdę serdecznie mi żal tych, którzy gnębią się problemem nieśmiertelności przez całe życie, nie robiąc nic aby żyć w pokoju, szczęściu i miłości. Miliony tych, którzy gorąco pragną nieśmiertelności nie wiedzą co robić w deszczowe popołudnie – napisała Pani Susan Ertz i z tą myślą brytyjskiej pisarki zostawiam was na cały weekend.