Żyj tak, aby bez wyższej konieczności nie robić krzywdy żadnemu człowiekowi, zwierzęciu, roślinie ani matce Ziemi.

S.A.P

piątek, 27 marca 2015

Drabina rozwoju


grafika ze strony: kennismakelaar.eu
Kwestia sprawiedliwości jest niezwykle trudna do zrozumienia, bo wciąż staramy się ogarnąć rzeczywistość z pozycji „mrówki”, którą wyznacza nam wymiar 3D. Żyjąc w tym wymiarze jesteśmy zawsze wprowadzani w błąd przez pojawianie się konkretnych wydarzeń czasoprzestrzennych, które wymagają doświadczeń wielu inkarnacji na poziomie fizycznym aby w końcu dojść do ostatecznego wniosku, że prawda jest dokładnym przeciwieństwem tego, co nam się wydaje na pierwszy rzut oka.

Każdy z nas wie doskonale, że wschód słońca jest na wschodzie a zachód na zachodzie. Ale spróbuj wytłumaczyć małemu dziecku, które codziennie widzi wędrujące słońce ze wschodu na zachód, że ten ruch jest tylko pozorny! Dla mnie to było tak trudne do zrozumienia, że jeszcze długo po wyjaśnieniu tego faktu w szkole miałem wątpliwości. Czy mam nie wierzyć w to co widzę? Czy mam uwierzyć w coś, co jest kompletnie sprzeczne z moją obserwacją?

W końcu zaakceptowałem ruch słońca na niebie jako iluzję. Ostatecznie zarówno zrozumienie zjawiska  jak i tego co pozornie widzimy musiałem jakoś pogodzić. Chociaż zjawiska są wzajemnie całkowicie sprzeczne żyje mi się, tak jak wszystkim innym, całkiem przyjemnie ze świadomością iluzji. Dla celów praktycznych kierujemy się cyklem dnia i nocy spowodowanym pojawianiem się słońca na wschodzie i znikaniem na zachodzie. Nawet nasze gruczoły produkujące hormony dały się oszukać tym pozornym ruchem słońca na niebie i pracują w rytmie dobowym. Cykliczne wydzielanie hormonów jest dokładnie połączone z „ruchem słońca” który tak naprawdę nie istnieje.

Ta sama zasada dotyczy wszystkich zjawisk w naszym fizycznym Wszechświecie. Świat który postrzegamy w całej gamie różnorodnych zjawisk jest wielką bańką iluzji, którą starożytni nazywali Mają. To tajemniczy proces, który sprawia, że Wszechświat powstaje i trwa, a przez to mamy „wieczny powrót” bytów. Maja, czyli złuda kosmiczna, którą człowiek podtrzymuje (co gorsza: ceni) dopóty, dopóki zaślepia go awidja, niewiedza. Wyzwolenie polega na rozpoznaniu owego migotania bytów jako fałszu (osiągnięcie widji) i oparciu się o byt trwały i niezmienny. Jak długo tkwimy w bańce Mai tak długo musimy grać swoją rolę i uczyć się, uczyć, uczyć… Gdybyśmy tak mogli wyjść na zewnątrz tej bańki, co?! Kiedyś to zrobimy i dopiero będziemy się dziwić, że graliśmy swoją rolę z taką determinacją. Zanim jednak to nastąpi większość z nas poszukuje duchowego przewodnika. Najlepiej gdyby sam Bóg chciał z nami pogadać ale on od kilku tysięcy lat milczy. On milczy ale pojawiło się wielu, którzy podobno głoszą jego nauki. Ludzie spragnieni pasterza polegają na nich, nawet jeśli to jest papież Franciszek czy ktoś taki jak ksiądz Natanek, który ma bezpośrednie połączenie z niebem.

Niestety podaż nauczycieli jest przeogromna bo jest ich więcej niż włosów na głowie. Każda wiara, najgorsza swołocz jaka przytrafiła się ludzkości, ma swoich, do tego dochodzą filozofowie, myśliciele, pisarze. I wciąż pojawiają się nowi. Od czasu gdy zacząłem zajmować się duchowością na tym blogu mówię wyraźnie: nie wierzcie nikomu! Nawet jeśli jest to ktoś tak pociągający jak papież Franciszek czy Krzysiu Pieczyński. Pod spodem dość trudny wywiad z tym aktorem, poetą i myślicielem. Jest długi ale warto go wysłuchać, tym bardziej, że przed nami kolejny weekend. W zasadzie Pieczyński przedstawia pięknie to wszystko co nieudolnie ja próbuję robić tutaj od jesieni. Z niektórymi ideami jednak nie zgadzam się, a o niektórych nie pisałem bo nie miałem na tyle odwagi aby je przedstawić. On ma! Naprawdę warto posłuchać, ale trzeba wziąć z tego tylko tyle dla siebie co w Was zarezonuje i ani trochę więcej!

Dotyczy to również wszystkich innych! Nie wierzcie nikomu a w szczególności mnie! Uwierzcie, że wszystkie odpowiedzi już znacie, bo są w Was samych, spróbujcie tylko do nich dotrzeć. Musicie wrócić do punktu wyjścia i zdać się na WŁASNE wnioski. Nie ma takiej sytuacji w życiu żeby wasza Nadświadomość nie dała wam wskazówek jak macie postąpić. Wystarczy wsłuchać się w siebie i pamiętać, że wszystko jest złudą, grą, przedstawieniem, Mają właśnie i istnieje po to tylko, żebyśmy mogli odnieść się do wszystkiego co nas spotyka w sposób adekwatny do naszego rozwoju duchowego. I piąć się coraz wyżej po drabinie tego rozwoju. 

czwartek, 26 marca 2015

Iluzja śmierci

fotomontaż Макса Сауко (Max Sauco)
Coraz więcej ludzi akceptuje rolę karmy twierdząc, że jest sprawiedliwa. Nawet ci, którzy nigdy nie słyszeli o karmie podświadomie ją uznają powtarzając „jak sobie pościelisz tak się wyśpisz” albo „kto sieje wiatr ten zbiera burzę”. Idea współtworzenia cierpienia przez samą ofiarę jest wiarygodna jeśli traktuje się ją jako zasłużoną karę. Ale rozsądne wyjaśnienie karmy do samego końca nie wchodzi w grę, bo w całej tej zabawie nie chodzi o nagrodę i karę ale o rozwój osobisty czyli nieustanny proces ewolucji duszy.

To co uważamy za życie i śmierć jest tylko iluzją dualizmu i jeśli zaakceptujemy taki pogląd mamidło pryśnie jak bańka mydlana. Jeżeli jednak ktoś uważa, że życie zaczyna się podczas narodzin a kończy ostatecznie naszą śmiercią wciąż będzie tkwił w dwoistości świata zmagając się z bólem, niesprawiedliwością i udręką egzystencji. Pewnie, że chętnie wybrałbym pogląd ateistów, którzy uważają, że po śmierci ciała nie ma już nic. Byłoby cudownie mieć nareszcie święty spokój przynajmniej po śmierci. Niestety, wszyscy musimy wielokrotnie umierać i rodzić się przyjmując fizyczną formę dla rozwoju duszy. Tak długo jak boimy się śmierci będziemy musieli utrzymywać karuzelę narodzin i śmierci, bo bez całkowitej akceptacji śmierci nigdy nie zrozumiemy czym jest życie. Śmierć przecież nie jest karą, ale właśnie w ten sposób jest postrzegana.

Większość ludzi nigdy nie myśli o śmierci i odkłada to aż do chwili gdy kostucha zapuka do drzwi. Za wszelką cenę chcemy jej uniknąć, w zasadzie przestajemy żyć bo tak kurczowo trzymamy się życia. Ileż czasu i wysiłku poświęcamy aby jakoś zabezpieczyć się przed czymś, co jest nieuniknione?! Zasuwamy jak mrówki od rana do wieczora pracując  bardzo ciężko aby odłożyć pieniądze na starość. Ubezpieczamy się aby przypadkiem nie umrzeć z powodu braku pomocy lekarskiej. Lekarze robią wszystko co możliwe aby przedłużyć życie pacjenta, nawet wtedy gdy pacjent ma serdecznie dość życia i wybrał śmierć. Nasze stosunki ze śmiercią oparte są na strachu, na niczym więcej tylko na strachu!

Wydaje mi się, że ludzie nie obawiają się śmierci jako takiej, oni po prostu boją się stracić to co mają, co z takim trudem zdobyli: rodzinę, dom, majątek. To niepewność samego życia powoduje u nich strach. W każdej chwili możemy przecież zginąć w jakimś wypadku, umrzeć na raka albo zostać zabitym w ciemnej uliczce. Miliony ludzi opuszcza w ten sposób Ziemię każdego dnia. Doświadczamy tego aby przechodząc przez tyle cykli narodzin i śmierci nauczyć się w końcu akceptować śmierć bez strachu! Kiedyś w końcu odkryjemy, że życie nie ma ani początku, ani końca. Nigdy nie umieramy, po prostu jesteśmy zawsze by się nieustająco rozwijać. Aby przebić się jakoś przez iluzję życia i śmierci trochę szybciej i łatwiej, nasza Nadświadomość pozwala ludzkiej jaźni (ego) umierać często. A to wymaga wielkich zbiorowych dramatów, katastrof  i wojen.

Nigdy wcześniej ludzkość nie dostała takiej bolesnej lekcji jak podczas ostatnich dwóch wojen światowych. To było istotne dla powstania nowego porządku świata, który pomoże przyszłym pokoleniom ostatecznie przekroczyć granice i ograniczenia nałożone przez piętno dwoistości życia i śmierci i wstąpienie na kolejny stopień wyższego wymiaru egzystencji.

Oczywiście, że ludzkość mogłaby obyć się bez wojen gdyby była, powiedzmy to kolokwialnie, odrobinę mądrzejsza. Wystarczyłoby dążenie do jedności zamiast podziałów i afirmacja miłości zamiast nienawiści. Pomimo nawoływań ku temu nauczycieli duchowych (i to od wielu tysięcy lat) ludzie wybierają jednak zachłanność starając się zgromadzić jak najwięcej dóbr. 40 miliardów dolarów osobistego majątku Putina jest dowodem na taką nienasyconą pazerność. A przecież chodzi jeszcze o rząd dusz, czyli wszelkiego rodzaju religie, które nie pozwalają (czasami pod groźbą kary śmierci) na rozwój osobisty. Nie każdego stać na bunt i wyzwolenie się spod presji polityczno - religijno – materialnej. Pozorna korzyść z postawy potulnego baranka wydaje się oczywista. W tej sytuacji trzecia i kolejne wojny światowe wydają się nie do uniknięcia.  

środa, 25 marca 2015

Rzeczywistość równoległa

grafika ze strony: flickrhivemind.net
Jeszcze raz powtarzam, że doskonale rozumiem tych wszystkich, którzy nie są w stanie zaakceptować takiego stosunku do sprawiedliwości jaki przedstawiłem wczoraj. Dla mnie również było to niezwykle trudne, więc uświadamiam sobie, wręcz czuję wasze zdenerwowanie. Sam kiedyś z pianą na ustach kłóciłem się, że niewinne dziecko które zostało zgwałcone lub zamordowane  nie mogło mieć nierozwiązanych problemów jako ofiara i przyciągać do siebie oprawców. No tak, ale wtedy nie brałem pod uwagę karmy i historii z jego poprzednich wcieleń. I teraz będzie najtrudniejsze do zrozumienia: Ponieważ nie ma przestrzeni pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, czy teraźniejszością a przyszłością, za wyjątkiem wyobrażeń w naszym mózgu na ten temat, zdarzenia z przeszłego (lub przyszłego) życia dzieją się teraz w postaci równoległej rzeczywistości.

Taki opis znajdziecie wszędzie, gdzie zajmują się rzeczywistościami równoległymi, więc nie polemizujecie ze mną, bo ja tego nie wymyśliłem. Ja tylko zaakceptowałem taką możliwość. Ale ponieważ większość z nas nie jest świadoma albo nie akceptuje równoległej rzeczywistości, którą konfidencjonalnie określamy jako „poprzednie wcielenia” mamy do czynienia z ogromnymi wątpliwościami i zgryzotą gdy jesteśmy świadkami pozornie niesprawiedliwej sytuacji takiej jak morderstwo niewinnego dziecka. Jednak problemy z przeszłego życia są wewnętrznie połączone z teraźniejszymi doświadczeniami  tego dziecka i lekcji życia które musi odebrać, nawet jeśli lekcje obejmują śmierć we wczesnym  dzieciństwie.

Uff, niewiarygodne, że odważyłem się to napisać, ale całe zamieszanie wynika z tego, że nie nikt nie pamięta swojego „poprzedniego wcielenia” a także wcieleń innych ludzi. I bardzo dobrze, bo dzięki temu w obecnej inkarnacji możemy w pełni poczuć nowe emocje których musimy doświadczyć jako część naszej umowy z innymi w ramach „umowy dusz”, o której pisałem wcześniej. Gdybyśmy znali w szczegółach cały wielki obraz rzeczywistości Wszechświata prawda w nim zawarta przekonałaby nas, że nie ma czegoś takiego jak „ofiara” i szybko zrezygnowalibyśmy z negatywnych emocji. Tak ale wtedy nie nauczylibyśmy się jak te negatywne emocje zniwelować przez siłę miłości i współczucia. To jest właśnie nasza wspólna misja na Ziemi! W pełni zrozumieć dwoistość świata w każdy możliwy sposób i przez to doświadczyć naszej duchowej esencji w gęstości wymiaru 3D.

Niestety, nie możemy ogarnąć wzrokiem ani żadnym innym zmysłem tego wielkiego obrazu rzeczywistości Wszechświata i dlatego  przyjmujemy różne, najczęściej fałszywe przekonania co do przeznaczenia i naszego losu. Tysiące  dzieci na świecie egzystuje w postaci małych niewolników zmuszanych do pracy, tysiące  innych uprawia prostytucję a miliony ludzi umiera co roku z głodu. Dlatego czujemy przerażenie z powodu takiej niesprawiedliwości. Nawet wierzący często mówią: „Bóg nie może być Bogiem sprawiedliwym, litościwym i pełnym miłości skoro pozwala na takie rzeczy”.  No właśnie.  Może najwyższy czas zrezygnować z takiego fałszywego Boga i znaleźć prawdziwego „Boga” w sobie.

Najważniejsze aby zrozumieć, że nigdy nie możemy „sprawiedliwie” ingerować w czyjeś życie, jeśli nie mamy wyraźnego zaproszenia z tamtej strony. Najdalej dokąd możemy dojść bez takiego zaproszenia o pomoc to satysfakcja z pozycji katalizatora lub lustra. Nie robimy tego jednak tylko ze względów czysto bezinteresownych. Naszą nagrodą w „grze w czyjeś lustro” jest zobaczenie również siebie, w ten sposób uczymy się nowych emocji wstępując coraz wyżej po drabinie ewolucji duszy. Patrząc z jej wyższego szczebla nie można jakoś dostrzec kogoś szkodzącego innym. Bo taki ktoś jest czystą fikcją taką samą zresztą jak pojęcie niesprawiedliwości.