Żyj tak, aby bez wyższej konieczności nie robić krzywdy żadnemu człowiekowi, zwierzęciu, roślinie ani matce Ziemi.

S.A.P

niedziela, 23 listopada 2014

Na niebieskim fortepianie

Tomasz Kordeusz
Zwyczajowo odrzucam takie zaproszenia ale tym razem dałem się skusić na koncert galowy OPPA. Może dlatego, że chodziło o „Trójkę” z którą byłem związany tyle lat, bo tam odbywała się impreza a może dlatego, że zaprosili mnie przyjaciele z dawnych lat z którymi wycierałem deski estradowe w niegdysiejszych czasach. Dlaczego nie „chadzam” na takie imprezy? Jako fan „Tu i Teraz” nie przywiązuję wagi do wspomnień z przeszłości i staram się nie odcinać kuponów od swojej własnej historii. Zasady zasadami ale czasami coś w duszy załka i powlecze się na Myśliwiecką jak głupi.

Tak jak się spodziewałem moi wiekowi przyjaciele nie przyszli. Gdy już wchodziłem wraz małążonką do radia zatelefonował jeden, że rozłożyły go korzonki a za chwilę drugi, że ma kłopoty gastryczne. Dokładnie powiedział, że ma sraczkę, bo jako artysta, za którego wciąż się uważa, nie ma skrupułów w dosadnym nazywaniu zjawisk. I tak to jest z moimi starymi kumplami – albo sraczka albo pobyt na Oiomie. Na szczęście okazało się, że w studiu Agnieszki Osieckiej jest kilku innych przyjaciół i to nie tylko na widowni ale również na scenie. Przeczuwałem najgorsze bo skład występujących artystów w przeważającej liczbie stanowiła geriatria. Obawiałem się więc szczęku sztucznych zębów lub zapomnianych tekstów z wiadomego powodu i chociaż nie zawiodłem się w tej sprawie produkcje starych bardów okazały się intelektualnie świetne, muzycznie dobre i nie najgorsze jeśli chodzi o wykon.

Jak rzadko kiedy wszedłem w klimat wieczoru, może dlatego, że rozumiałem o czym chłopaki śpiewają (plus dwie dziewczyny), a łomot instrumentów perkusyjnych nie zagłuszał wykonawców. Koncert, ze swoistym wdziękiem nieistniejącego już kabaretu Długi, prowadził mój koleżka Jacek Łapot, więc wbrew moim przekonaniom powrót do przeszłości nie musi być aż tak bardzo żenujący i nawet może być miły. Tym bardziej, że produkcje konkursowe oceniała publiczność a nie żadne wymyślone jury i dlatego zwycięzcą został ktoś kto na to w pełni zasługiwał.

Tomasz Kordeusz, bodajże szef domu kultury ze Starachowic, wygrał konkurs swoją śliczną balladą „Na niebieskim fortepianie”. Nie znam go bliżej chociaż pochodzi z moich stron i tak jak kiedyś ja jest związany z radiem Kielce. No cóż… dzieli nas czas – jest dużo młodszy ode mnie. Nie wiem czy usłyszcie tę pieśń w radio, bo traktuje o tym co dzieje się teraz na Ukrainie. Temat byłby jak najbardziej państwowotwórczy gdyby nie ostatnia strofa ballady, która mówi o starej Polce, która przeżyła Wołyń i patrząc na to co się tam dzieje ma takie „twarde oczy”. Przez te oczy ballada ma małe szanse na popularyzację, dlatego właśnie o niej piszę, bo nie wątpię, że pokaże się gdzieś na You Tube. Nie przegapcie jej i posłuchajcie, bo naprawdę warto.  

piątek, 21 listopada 2014

Jak bronić świeckości państwa?

fotka własna
Rzeczywistość realna przenika do rzeczywistości wirtualnej, co jest oczywiste ale i odwrotnie. Dotknęło mnie to osobiście, bo Janek, wirtualny przyjaciel z mojego blogu, zaprosił mnie na debatę do Sejmu, za co dziękuję mu jak mogę najpiękniej. Nigdy nie ruszyłbym z domu swoich starych kości gdyby nie temat „Jak bronić świeckości państwa?”. Bardzo chciałem dowiedzieć się czegoś o narzędziach, być może nowych, które mogłyby mnie zainspirować. Tym bardziej, że moją nadzieję podsycała obecność profesorów których od dawna darzę szacunkiem: prof. Środa, prof. Obirek, prof. Bartoś… Nadzieja jest jednak matką głupich, bo o niczym takim nie było mowy.

Paneliści skupili się bowiem na opisie stanu w jakim znajduje się nasz kraj w aspekcie świeckości a namalowany przez nich obraz wcale nie był taki czarny. Prof. Wyrzykowski na przykład udowadniał, że obowiązująca konstytucja doskonale tej świeckości broni, a prof. Płatek przekonywała, że istniejący konkordat również nie przeszkadza jej ani trochę. - Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle – zapytałem wprost i szybko okazało się, że tak dobrze nie jest, bo władza nie przestrzega ani konstytucji ani konkordatu.

W debacie wzięła udział pani Grażyna Juszczyk, nauczycielka z Krapkowic, szykanowana za zdjęcie krzyża w pokoju nauczycielskim. Wyznała, że przez długi czas nie mogła nawet znaleźć adwokata, który zechciałby zająć się jej problemem. Takich kwestii pojawiło się w dyskusji dużo więcej, ale to wciąż był opis rzeczywistości a nie próba odpowiedzi na pytanie jak bronić świeckości państwa. Jedynej sensownej odpowiedzi udzielił Janusz Palikot, również jedyny poseł z licznej obsady Sejmu RP, który zechciał pofatygować się i nie bał się wziąć udział w takiej wrednej debacie.

Palikot stwierdził, że naprawdę skutecznym środkiem byłoby odebranie Kościołowi funduszy. Pieniądze  - to jest to na czym zależy Kościołowi. Zaproponowałem inne rozwiązanie które, od razu mówię, nie spotkało się z aprobatą na sali. Otóż widząc bezradność, jaka wynikała z dyskusji i przyznając rację Januszowi, że nic tak nie boli Polaków jak uderzenie po kieszeni postulowałem, żeby zwiększyć wszystkie fundusze na rzecz Kościoła. Dwukrotnie, trzykrotnie… ile się da! Niestety wicemarszałkami Nowicka, która prowadziła debatę, poprosiła o maksymalne skracanie wypowiedzi, więc nie udało mi się przekonać panelistów do zwolnienia Kościoła z wszystkich podatków, nawet tych śmiesznie symbolicznych jakie niby płaci. I jeszcze do tego aby wszyscy katecheci zostali dyrektorami szkół i do zmiany prawa, które wyraźnie stwierdzałoby, że ksiądz ma zawsze rację.  Takie prawo i tak obowiązuje bo przy stłuczce, którą spowoduje pijany ksiądz mamy marne szanse na uznanie go za winnego, ale to powinno być zapisane w kodeksie. Ksiądz ma zawsze rację!

Dlaczego tak? Jedno z praw Wszechświata mówi, że tylko dobrem można uzyskać dobro, więc dlaczego nie spróbować? A tak między nami, Polacy czegoś takiego za cholerę nie wytrzymają! Chociaż… gdy tak sobie obserwuję jaką wielką świętą żabę połykają teraz bez zakrztuszenia… 

czwartek, 20 listopada 2014

Wybór

Wiem jak to trudno zrozumieć a jeszcze trudniej zaakceptować fakt, że samemu jest się twórcą swojego życia. Bez względu na to czy tworzycie myśli pozytywne czy negatywne jesteście twórcami i już! Tym bardziej, że konsekwencją tej twórczości jest wasz los. Uświadomienie sobie tego procesu jest niezwykle trudne a jeszcze trudniej nauczyć się jego kontrolowania, bez względu na to ile przeczytaliście książek o pozytywnym myśleniu. Ważne, żebyście zrozumieli, że naprawdę macie wybór i możecie podejmować decyzje co do tego czy coś się zadzieje w waszym życiu, czy nie i w jaki sposób.

Jaki wybór?! -  powie ktoś chory na raka piersi. Czy ja chciałam zachorować na raka piersi? Czy taki był mój wybór? Odpowiedź na to pytanie jest dużo bardziej skomplikowana i trzeba by odwołać się do kolejnego prawa Wszechświata – do karmy. Zostawmy to sobie na później (dużo później) i przejdźmy do chwili gdy już tego raka mamy. Teraz też możemy wybierać i zdecydować czy ten rak nas zabije czy nie. To nie jest takie oczywiste bo większość ludzi wybiera jednak śmierć, albo jako wyzwolenie się od cierpień jakie przynosi egzystencja w ludzkiej postaci (ateiści) albo przejście do mitycznego nieba czy raju (wierzący) albo zamiana swojego starego cierpiącego ciała na nową formę egzystencji (pragmatycy). Najczęściej swojego wyboru dokonują podświadomie, wykończeni chemioterapią i naświetlaniami. Dlatego odchodzą.

Szkoda, że nie wierzą, że każdy z nas ma zdolność do samo-uzdrowiania. A może nie szkoda? To w końcu ich wybór. Dlatego gdy już znajdziecie się w ciężkiej sytuacji po zdiagnozowaniu raka nie buntujcie się, że nie wybieraliście choroby i nie pytajcie dlaczego właśnie wam to się przydarzyło. Będzie znacznie lepiej i korzystniej jeśli zapytacie siebie czego was to może nauczyć. Zapytajcie bardzo poważnie, najlepiej podczas medytacji a na pewno uzyskacie odpowiedź. Przynajmniej będziecie pewni co tym myślicie i w co wierzycie. A to są najcenniejsze odpowiedzi. Nowotwory nie zdarzają się ot… tak sobie, to my je tworzymy jeśli w nie wierzymy, a szczególnie jeśli wierzymy w ich śmiercionośną moc.

Dlaczego rak płuc zbiera takie żniwo? Bo prawie każdy palacz zdaje sobie sprawę z tego, że papierochy są głównym czynnikiem tego raka. Widzieli już zaatakowane zdjęcia płuc, naczytali się ulotek, znają statystyki zgonów i… palą nadal. Bez względu na to czy kochają grę w rosyjską ruletkę czy dlatego, że nie mogą wyrwać się ze szponów uzależniającego nałogu to zawsze jest ich wybór! Nic więcej.

Amerykański scenarzysta, producent telewizyjny i pisarz polskiego pochodzenia Michael Straczynski napisał tak: Jeśli chcesz czuć się dobrze ze sobą i jeśli chcesz zwiększyć poziom poczucia własnej wartości, musisz zobaczyć siebie jako jedynego, który jest odpowiedzialny za własne uczucia i emocje, jako jedyny odpowiedzialny za własne szczęście, zdrowie i dobre samopoczucie. Bez obwiniania się, narzekania, wskazywania palcem. Ludzie spędzają zbyt wiele czasu znajdując winnych, tracą zbyt dużo energii na znajdowanie wymówek, że nie są tym kim są w stanie być, a nie wykorzystują wystarczająco energii ustawiając się na linii, ucząc się z przeszłości i biorąc życie w garść.

I o to chodzi! To przez pogodę… bo mnie zdenerwowałeś (ałaś)… bo jestem za głupi(a)… bo się spieszyłem(am)… bo on się zagapił na pasach (Atkabe)… bo byłem pijany… bo świat jest do dupy… Koniec z takimi wymówkami. Wszystko co wam się przytrafia jest wynikiem waszych wyborów. Obejmuje wszystko: pracę, związek, to jak żyjesz, co robisz, gdzie mieszkasz. Jeśli ci to nie odpowiada przestań narzekać i zmień to! Zrób coś, bo możesz zrobić naprawdę dużo. 

środa, 19 listopada 2014

Dlaczego ja?

„Życie to nie je bajka” – Polacy często słyszą tę starą śpiewkę i głęboko w nią wierzą. Tym bardziej, że zdarzają im się takie przyjemności jak zwolnienie z pracy, choroba, ktoś im gwizdnie portfel w tramwaju albo obsobaczy na czerwonych światłach. Jakie najczęściej pytanie pojawia się wtedy w Waszej głowie? Dlaczego to zdarzyło się mnie!!!

Myślicie, że znam odpowiedź? Na to pytanie nie ma odpowiedzi! Faktem jest, że człowiek czerpie poczucie szczęścia z czterech obszarów. Pierwszy to związki. Miłość, miłość, miłość… Zakochany człowiek jest otumaniony do tego stopnia, że nie potrzebne mu są trzy pozostałe obszary, ale one są równie ważne. Zdrowie na przykład. Chory osobnik rzadko nazwie siebie szczęśliwym człowiekiem. Trzeci obszar to pieniądze. Co prawda mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają ale można je sobie za nie kupić. Ostatnim obszarem, niezwykle istotnym dla każdego, to poczucie godności. Co prawda obelga może działać w mniejszym lub większym stopniu na różnych ludzi ale zawsze unieszczęśliwia. Jeśli ktoś czuje się spełniony we wszystkich czterech obszarach może mówić o prawdziwym szczęściu, ale czy znacie kogoś takiego?

Czy ukochana czy ukochany nigdy nie zrani serca? Nie złapiesz grypy czy gorszego paskudztwa? Zawsze wystarcza ci kasy na wszystko? Stajesz wtedy bezradnie i zaciskając zęby pytasz – Dlaczego ja?! Co prawda nie ma satysfakcjonującej odpowiedzi na to pytanie ale fizyka kwantowa udowodniła już, że we Wszechświecie nie ma niczego realnego. Kształty, zapachy, widoki to tylko wrażenie jakie powstaje w głowie obserwującego. Skoro tak, o wiele łatwiej zgodzić się, że wszystkie uczucia również powstają w naszej głowie (dla tradycjonalistów w sercu) i dlatego można z nimi pracować. Z poczuciem szczęścia i nieszczęścia również a może nawet przede wszystkim.

To ty decydujesz o wszystkim. Tak twierdzą teraz naukowcy od fizyki kwantowej i nauczyciele duchowi od paru tysięcy lat. Ty postanawiasz jakie wrażenia powstaną w twojej głowie dlatego też tylko od Ciebie zleży co ci się przydarza a nawet czy coś istnieje czy nie. Mogą to być niezwykle ważne byty takie jak Bóg. To ty wyrokujesz czy Bóg jest, czy nie. Znasz pewnie mnóstwo osób którzy są przekonani nade wszystko, że Boga nie ma – i mają rację! Znasz też takich którzy dadzą się zabić za to, że Bóg jest – i też mają rację! Szatanów i aniołów wokół ciebie też nie ma ale jeśli tylko zechcesz pojawią się natychmiast! O miłości też decydujesz ty. Z sześciu miliardów ludzi wybierasz tego jednego (?) człowieka i mówisz – kocham cię. To nie los, dobry czy zły - nie kombinuj,  to ty wybierasz obiekt miłości i to, że takie uczucie w ogóle zagościło w twoim sercu.


Więc przestań wierzyć, że jesteś płatkiem śniegu który KTOŚ niesie podmuchem wichru po bezkresnej zaśnieżonej równinie i zrozum wreszcie, że sam wymyślasz swoją egzystencję, choroby, biedę lub bogactwo. Tylko od ciebie zależy też poczucie szczęścia, wystarczy tylko wziąć odpowiedzialność za własne życie. Można się tego nauczyć, wiem, bo sam tego doświadczyłem i tym doświadczeniem będę się z Wami dzielił przez całą zimę. Świadomość własnej mocy jest najlepszym lekarstwem na wszystkie choroby tyle, że dojście do tego zajęło mi prawie cztery lata. Widocznie nie byłem najzdolniejszym uczniem.